Było widoczne, że Paradise Lost są na scenie bardzo skoncentrowani. Nie było żadnych dialogów z fanami między utworami, ani żadnej ociężałości. Zupełnie przeciwnie: brzmienie było wspaniałe, wyważone jak na zespół gotycki, chociaż brakowało ciężkich partii gitary rytmicznej i basu. Było to ulgą dla przepony, lecz prawdziwym fanom metalu mogło tego czynnika brakować. PL zagrało energiczny koncert, bez żadnych udziwnień - każda nuta była zagrana tak jak na albumach. Było widoczne, że muzycy w ogromnym stopniu z sobą harmonizują, ich zgranie było perfekcyjne - co jest prawdziwą rzadkością. Miłe uczucie dla uszu, solówki były zagrane perfekcyjnie, jakby słyszało się nagranie studyjne. Jednak wszystko było dużo lepsze, gdy fani zaczęli tańczyć pogo. Zespół był w swojej najwyższej formie, zagrał wiele utworów z dawnych czasów, mocno i emocjonalnie. Szczególne brawa za fantastyczny, poetycko- patetyczny " As I die". Na moment kawałek śpiewanego tekstu: "life became untrue" wydawał się bardzo realny.
Tłumaczenie: Michał Rusin |