Myślałem, ze po ostatnim elektronicznym wyzwaniu Paradise Lost mają u metalowców krzywo. Myliłem się i dobrze to świadczy o tolerancji rodzimych miłośników ciężkiego grania. Od samych drzwi Stodoły trzeba się było przedzierać przez gęsty długowłosy tłum., równie szczelnie wypełniona była sala. W chwili, gdy udało mi się dopchać w jakieś sensowne miejsce obserwacji, na scenie produkowali się już muzycy szwedzkiego Sundown - zespołu powstałego na gruzach Cemetary ( Mathias Lodmalm ) i he, he Tiamat ( Johnny Hagel ). Doom/gotyk było tym, co zaprezentowali, w średnich raczej tempach, a brzmienie niektórych riffów pozwalało na przypuszczenia, że nieobce są im i inspiracje industrialne. Wyglądało to wszystko nader przyzwoicie - nic dziwnego, że zyskali zasłużony aplauz publiczności. Skandowanie Paradise, Paradise nie znaczyło "spadajcie Sundown", przypominało tylko co jakiś czas w przerwie na zmianę sprzętu, na kogo naprawdę czekamy. Oczywiście większość publiki przyszła pewnie, żeby posłuchać numerów z Icon, znaleźliby się i może miłośnicy porykiwań z Lost Paradise, ale jedni i drudzy musieli przełknąć fakt, że zespół powitał numerem z nowego albumu. Żeby nie wywoływać zbyt dużego szoku, był to gotycki "Say Just Words". A potem zastosowali system par : dwa stare, dwa nowe, od którego zdarzył się może jeden wyjątek, gdzieś na wysokości Dying Freedom. Długie włosy zachował w grupie już tylko Lee Morris, zauważenie tego wymagało jednak szczególnego wytężenia uwagi, bo cała oprawa świetlna ( takie mniejsze U2 ), skierowana była na Nicka Holmesa. A ten prowadził ludzi jak chciał, częstując na przykład "True Belief", by po chwili nabożnie odbierali "Mercy". Skończyli utworem tytułowym z ostatniej płyty, po krótkiej chwili wrócili na bisy. I znowu ten sam system... Najpiękniejszy chyba na nowym albumie "The Sufferer" obok legendarnego "As I Die". Kiedy większość ludzi zaczęła już po tym zwracać się w kierunku wyjścia, na sali zabrzmiały jeszcze znajome dźwięki i popłynęły słowa : "Hearts Beating..." Pędem z powrotem ! Bo tam była magia... Jeden z najlepszych koncertów roku. Bartek Koziczyński, Tylko Rock |